„Gołębiorze”, czyli giełda gołębia pod ratuszową wieżą
„– Ociec, co za tego ciaracha?
– Korune panie…
– Idźcie, idźcie! »nie zgrzędzilibyście« takie bajdy! Toż za co?
– A no panie, zwirz tęgi, przykładno jucho do rozpłodu, ślipia czyste, kieby mojo Maryś jak się umyje do koscioło…
– Trzy »szuby« dom!
Kazik targuje się dalej zawzięcie, a tymczasem w drugiej grupce zakipiało.
– Antyk, panie święty, jo ci czwarty dzień szukom za mojom perłówkom, a tu ci ją Felek na giełde wynosi…
– O! Bestya Felek nie darmo swojemi rysiakami gania!
– Panie Feliks, a skąd to pon ma te perłówke?
– Z powietrzo! Przyszło, to i mom!…
– Bo ona mi przecik straśnie do mojej podobno.
– To se pon kup i będziesz mioł!…
– W zęby! Poneś mi jo zaharapczył!…
– A pon mi nie wyrwał misionc tymu rysioka?…”
Takie rozmowy można było przed stu laty usłyszeć nie na Podgórzu, nie na Zwierzyńcu, ale na Rynku Głównym – i to w niedzielny poranek!
+Pełna treść komunikatu